Rolex

14 Sierpień, 2010

gen. gazrurka

Filed under: służby na poważnie — wychodźca @ 16:29 UTC
Tags: , , ,

Był jeszcze tkacz mianowany przez bolszewików generałem — znany jako gen. gazrurka

Łódzki tkacz, bez żadnego wykształcenia — Kazimierz Witaszewski — swoją karierę rozpoczął jako oficer polityczny w Siedlcach nad Oką. Przez sowieckich agentów w PRL został mianowany kolejno na: pierwszego szefa związków zawodowych, I sekretarza KW we Wrocławiu, kierownikia Wydziału Kadr KC… W 1952 został on awansowany do stopnia generała brygady, a w 1956 do stopnia generała dywizji. Po awansie na stopień generała został w 1952 r. wyznaczony na stanowisko wiceministra obrony PRL i szef GZP LWP. Tutaj gen. gazrurka dzielnie trwał przy tow. przy Rokossowskim — aż do października 1956 r.

Właśnie jako szef GZP LWP mówił o konieczności potraktowania inteligentów i tzw. rewizjonistów w PZPR rurkami od gazu, co przysporzyło mu powszechnie używany przydomek „generał gazrurka“.

Mimo tego, w 1960 r. Gomułka wyznaczył tego zasłużonego tow. Witaszewskiego na kierownika Wydziału Administracyjnego KC, któremu podlegały m.in. MSW i MON.

Generał gazrurka był przeciwny jakiejkolwiek liberalizacji, czy odwilży gomułkowskiej. Na pytanie, kto jest winien odwilży gazrurka jednoznacznie odpowiadał: „Rasa, prasa i te, co mają maturę”…

Szefami GZP LWP byli wyłącznie sprawdzeni działacze komunistyczni, którzy przed wojną należeli do KPP, ZMK i lewicującego „Życia”. Ostatnim takim szefem był Janusz Zarzycki, poprzednimi m.in. Piotr Jaroszewicz, Edward Ochab, Marian Naszkowski i właśnie „generał gazrurka”, który zasłynął z powiedzenia: „Weźcie gazrurkę i przepędźcie tego Żyda Słonimskiego” wygłoszonym w Łodzi w 1956 r.

2010-08-04 19:38

7 Sierpień, 2008

ZDROWY I ZDROWSZY – ZEZNANIA OFICERA

Filed under: salon24 — Rolex @ 11:55 UTC
Tags: , , , ,

Jako oficer prowadzcy niejednego rozprowadzonego, pojawił siem u mnie wczora z wieczora pewien niemieckobrzmioncy polityk polskojęzyczny z ogólnem zapytaniem, czy nie pomógbym mu dorwać siem do koryta.

– Oczywizda – świsnąłłem przez zemby i zaprosiłłem do salonu, gdzie już stała przygotowana butelka z koniakiem. – Napije siem – rzuciłłem grzecznie suwając szarmancko szklankom po plexiglasowej nakładce na blat z dęba (co by mnie chamstwo kółek na politurze nie narobiłło).

– A dziękkuję – odpowiedział kandydat na miejsce przy korytku, chlapnął zdrowy haust napoju pierwszych sekretarzy i zaczął w ten deseń, mniej wiency:

– Bo ta – zmrużył świnskie oczka – wiadomo, że każden chce siem nachapać.

– Natura lucka – podpowiedziałem uprzejmie.

– No, ale czeba tyż zachować demokrancję, znaczy, ludzie muszom wybrać w akcie głosowania delikwenta.

– Można podsondażować – nalałłem i ja sobie złocisty napój ambasadorów Socjalistycznej Republiki Wietnamu do kieliszka.

– No niby można, ale podsondażować da siem na pinć procent?

– Na dziesinć – odparłem ostrożżnie, jako że nie lubiem oddawać głowy za oficerów pracujoncych na innych odcinkach ideologicznego frontu. – Ale – ciongłem – można uwielbić i szanować dziennikarzynami rozprowadzonymi, a nierozprowadzonych pszyprawić o kłopoty z autem, prawem bonć rodzinom…

– No ta – gość wyraźnie siem rozwyluzował na moim pluszowym fotelu w czerwonom kratem – to bendzie ze skolejne dwadzieścia procent zwycięztwa demokrancji, ale – tu łypnął ku mnie zaskakujonco bystrze, jak na polityczne ścierwo, którym w istocie swojej najgłembszej był – jak by pan generał potrafił podać taki przepis na stuprocentowe zwycienstwo wolności, prawdy i sprawiedliwości…

– Ła! – odszepłem głośno – ale to bendzie kosztowało…

– Piniondz nie łolet, wienc nasze zaplecze biznesowo-kryminalne może wysupłać za stuprocentową pewność dostempu do korytka!

– Dobra, dobra – bo wicie, że jak nie zapłacicie, to wyciongnę z fonoteki takie przeboje…

– Nie, nie, nie!!! – zawył trafiony celnie. – Wiecie, generale, że my wrażliwi na myzykę!

– Nu – nastroszłem siem trochem – Podejdzie – rzuciłłem i wysuwłłem sygnet do pocałłowania. A kiedy pocałłował to siem nachyliłłem i szepłem mu na ucho stuprocentowy sposób na zostanie premierrem.

– Naprawdę? – zdziwił się – ja myślałłem, żeby najcwańszego! Albo największe skurwysyniontko! Albo takiego, co by siem chciał najszypciej nachapać!

– Eee – otparłłem wyniośle patrząc z pobłaż-żaniem – najcwańszego dajcie do reformy finansów, żebu tak reformował, coby nic nie zmienić w temacie dojenia frajerów, skurwysyniontków szukać nie musita, przyjdźta do mnie, to wam oddelegujem służbowo, tego, co siem chce nachapać to zakopcie, bo rzecz nie w tem, coby szybko, ale by konsekwentnie i długoterminowo…

– Wienc – podrapał siem grubemi palcyma w łyse czoło – mówicie, że…

– O! – Zamachłem siem potakujonco – ZDROWIE! ZDROWIE GŁUPKU! Ważne, coby zdrowy był i rumiany. Takiego ludzie kupiom!

Następna strona »

Blog na WordPress.com.