Rolex

2 Październik, 2008

LEW BRYTYJSKI, CENCKIEWICZA Z BUTA, A JULIA BEZ ROMEA

Filed under: Polska — Rolex @ 12:08 UTC
Tags: , , ,

Dopadło mnie totalne zniechecenie do pisania o polskich sprawach bieżacych, bo jak mam się pobabrać w czyichś alimentach, albo zmusić się do wejrzenia w pełną zaufania czwórcę oczu panów Listkiewicza i Drzewieckiego, to… aż się chce wyjść z kina!

Pomiędzy sprawami niepoważnymi starałem się w wodzie metnej wyłowić te ważne. Szło ciężko, ale coś tam się ułowiło. I tak, pan prezes Kaczyński zaapelował o podjęcie debaty na temat światowego kryzysu finansowego. Apel sam w sobie w zasadzie słuszny, bo kryzys jest i mówienie o nim już go nie wywoła; a nawet zaciekli przeciwnicy łupienia podatników w imię ratowania nieudolnych fachowców od inwestowania muszą przyznac, że rozmawiać warto chociażby dlatego, że INNE rzady mogą decyzję o ratowaniu swoich banków podjąć. I co wtedy?

Pan Chlebowski – szef klubu PO – apelu prezesa Kaczyńskiego obwieszczonego ustami p. Natalii-Świat nie zrozumiał. Przyjmijmy ze zrozumieniem, że nie zrozumiał. Ma prawo, podobno jego zdolności rozumienia ekonomii ograniczają się do zadłużania małych jednostek samorządowych na sumy circa 17.000.000 zł, czyli niedużo.

Powiewem nostalgii zawiało po mazowieckich równinach, kiedy p. były prezydent RP Lech Wałęsa ogłosił, że po kolejnej książkowej publikacji Cenckiewicza nareszcie go dorwie. To wyjaśnia, po co biuro Borusewiczo dzwoniło po IPN-ach. Chciało dorwać. Ale Cenckiewicz skrył się za IPN-owskimi wałami i nic z tego nie wyszło. Teraz opuscił twierdzę i błąka się samopas po ulicach, więc były prezydent Wałęsa może go nareszcie spróbować dopaść, sprzedać kopa z kamasza, strzelić z liścia, albo przyłomotać z barana. Krążą słuchy, że była pani preazydentowa niechetnie wypuszcza byłego pana prezydenta „na miasto” bo zdarza mu się „nagrzać na przypadkowe kobitki” i wtedy zamiast z liscia może pomolestować. Osobiscie radzę posłać p. Wachowskiego, który po szkoleniach w Świdrze powinien wiedzieć jak p…, żeby nie zostawić śladów.

Cóż, są narody zasługujące na plagi, widać my zasłuzyliśmy.

Obiecałem, że w oczy p.p. Drzewieckiemu i Listkiewiczowi zaglądał nie będę, więc pora złamać to przyrzeczenie. Pan minister „zlecił” Trybunałowi Arbitrażowemu wyznaczenie kuratora w PZPN, co tenże Trybunał wykonał. W odpowiedzi Zarząd PZPN napisał do ministra list od p.p. Blattera i Platiniego, w którym zagroził walkowerem z Czechami i Słowacją. Wszystko w imię dobra polskiej piłki. Zresztą 0-3 z Czechami to nie tragedia. Jak zagramy może być gorzej.

Chodzą oburzające ploty, że cała akcja ma na celu wynegocjowania godziwych stawek za prawa do transmisji z wilekich imprez piłkarskich przez wiodącą stację telewizyjną, a p.p. Blatter z Platnim mają generalnie w nosie porachunki lokalnych mafiozów, o ile w terminie dostają swoją „dolę”, ale takim niegodziwym i spiskowym teoriom musimy postawić tamę, bo jak wyglądałby nasz świat, gdyby choć w części były prawdziwe?

Prawdziwy może być inny trop mówiący o tym, że do polskich władz dotarła wiedza o niemożliwości przygotowania infrastruktury drogowo-hotelowo-stadionowej w terminie do 2012 i grozi nam, że przywitamy drogich gości z zagranicy w kufajkach, oparci o stylisko łapaty, więc dlaczegóż by nie załatwić nas rękami łefofify unikając „Misia”, który tym razem podbiłby cały świat?

Osobiście rozwiązałbym ten cały PZPN bez oglądania się na łefy i fify. Ewentualnie wprowadziłbym ustawowy zakaz finansowania z budżetu państwa jakichkolwiek imprez i obiektów sportowych firmowanych przez to towarzystwo. Dla każdego, kto obejrzał choćby jeden odcinek „Porucznika Cojaka” jest jasne, że fify i uefy to swoista zalegalizowana mafia czerpiąca pieniądze z faktu istnienia ludzkiej ułomności w postaci zadurzenia skórzanym balonem. Walczyć jak z uprawami opium! Albo niech się odurzają za swoje!

A na koniec zwyczajowego, krajowego obertasa partię solową wyłomotała niezawodna Julia Pitera, która jak na zawodową łowczynię korupcji przystało, postanowiła powalczyć z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Jak wiadomo Centralne Biuro Antykorupcyjne korupcję stworzyło, dopuszczajac się uwiedzenia posłanki PO Sawickiej.

Pani Pitera ma racje: zwalczanie hydry nalezy ropocząć od ucięcia jej głowy. CBA jak wiadomo istnieje w Polsce jeszcze od lat pięćdziesiatych, kiedy to zjmowała się pokątnym handlem mięsem. W latach sześcdziesiatych brała udział w wielkich aferach gospodarczych, w tym niewątpliwie w cukrowej, butelkowej i mięsnej-bis, zwanej wielką aferą mięsną. W latch siedemdziesiatych rabowała zachodnie sklepy z bizuterią w porozumieniu z Kiszczakiem(tak zwana afera: żelazo), a w osiemdziesiatych zakładała wraz z funkcjonariuszami Wojskowych Służb Wewnetrznych (potem: WSI) firmy polonijne.

W latach dziewięćdziesiatych przekazywała dane wrażliwe do Rosji, a w XXI wieku wypełzła na powierzchnię za czasów faszyzmu i ukoronowała polską historie korupcji w formie molestowania niewinnych posłanek Sawickich, co było zamachem na młodą polską demokrację.

Dziekuję Ci Julio, że jesteś.

A na koniec wiadomość najistotniejsza pośród przytoczonych. Otóż w podkrakowskich wioskach grasuje puma bądź lwica, jak doniósł TVN. Sprawa jest jasna. Rzeczone zwierze to Lew Brytyjski, któren uciekł tanimi liniami z pogrążonego w finansowym chaosie Zjednoczonego Królestwa do Irlandii Numer Dwa, gdzie chciał zrobić karierę. Po bolesnych wnisoskach wyciągnietych z obserwacji polskich służb ratowniczo-specjalnych chcących go pojmać, Lew Brytyjski przemieszca się w kierunku Archipelagu Wysp Galapagos, gdzie być może zostanie schwytany przez żółwie, a nastepnie wybrany Prezesem.

Pozdrawiam

Reklamy

9 Lipiec, 2008

MAGIA I POLITYKA

Filed under: salon24 — Rolex @ 13:37 UTC
Tags: , , , , , , , , , , ,

Wbrew temu, co niektórzy czytelnicy mojego bloga mogliby sądzić, nie jestem jakimś tam fanatycznym zwolennikiem teorii spisków. Owszem, spiski bywały, jak ten, kiedy to katolik Guy Fawkes chciał wysadzić w powietrze parlament i w ten sposób doprowadzić do restauracji katolickiej monarchii w Anglii i Szkocji, ale przykład ten świadczy jednocześnie o istnieniu i o niepowodzeniu spisków. Jak we wszystkich ludzkich działaniach również i spiskowcom potrzebne jest szczęście.

Zarówno tajne, jak i jawne przejawy działaności ludzkiej obarczone są ponadto ryzykiem związanym z ułomnościami naszej natury, których jednym z przejawów duractwo. Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Nasz najbardziej znany (po Janie Pawle) na świecie Polak – Lech Wałęsa, kiedy dostapił zaszczytu sprawowania godności Prezydenta Najjaśniejszej postanowił przeprowadzić akcję upiększenia sobie życiorysu, o co nie można mieć większych pretensji, jako że któż jak nie Prezydent uosabia majestat Rzeczpospolitej i któż jak nie on powinien go chronić? Skoro Lech Wałęsa przytomnie zauważył, że odpłatna współpraca z bezpieką polegajaca na donoszeniu na kolegów może rzutować na majestat, mógł poczuć się w obowiązku majestat ratować. A któż nadaje się lepiej do ratowania majestatu jak nie oficerowie służb?

Już i Mietek zawsze robił na Prezydencie wrażenie swoim intelektem, a co tu powiedzieć o dzisiejszych UOP-ach z tą całą ich techniką, zapleczem intelektualnym i profesjonalnym!

A tu klapa! Kartek nie potrafili powyrywać ani ponumerować porządnie. Jak dzieci nadrysowali nowe numery stron tłustym flamastrem zostawiając przy tym ostatnie strony „czyszczonych dokumentów” nie wiedząc, że katalogowane są nie od lewej do prawej, ale odwrotnie.

Szanowni Państwo sledzący politykę polską na bieżąco zapewne zauważyliście, że komentuję pokazany w Polskiej Telewizji, a ostatnio dostępny w internecie, film „TW Bolek”. Sam film jakoś specjalnie mnie nie zadziwił, zadziwił brak reakcji tych wszystkich, którzy latami rozprawiali o spreparowanych dokumentach SB. W obrazie p.p. Gontarczyk i Cenckiewicz przeprowadzają mini-wykład archiwistyczny dając przeciwnikom tezy o prawdziwości akt zapewne spory materiał do frontalnego ataku. Kudy tam bowiem tym młodzieńcom do sław polskiej archiwalistyki, choćby ukrywali się pod przybranymi rolami różnych redaktorów. A tu cisza! Zaskakujące, nieprawdaż?

Ale, jak już wspomniałem, film niczego specjalnie nowego do mojej wiedzy o narodzinach III Rzeczpospolitej nie wniósł. Jak ktoś uwierzył, że ludzie, którzy w latch siedemdzisiatych, jako oficerowie LWP, napadali na drobne sklepiki z biżuterią i dywanami na Zachodzie Europy, zamienili się raptem (ew. ich wychowankowie) w profesjonalną i patriotyczną słuzbę Niepodległej, to jego sprawa, zauważę jedynie że wiara w apokatastazy nagłe jest nieporównanie bardziej naiwna niż wiara w spiski.

Co innego mnie w filmie ucieszyło. Otóż przed kamaremi zgodził się wystapić ubek prowadzący Bolka. Opowiadał chętnie o tym, za ile i za co. Niepozorny, miły, starszy już pan. A dlaczego jego pojawienie ucieszyło mnie jakoś szczególnie? Wróćmy na chwilę do płodnych rozważań o twórcy i tworzywie. Otóż sam Pan Prezydent wielokrotnie podkreślał, że komunizm obalił sam. Ludzie może i byli silni w grupie, ale bez kierownictwa pogubiliby się i nic by z tego obalania nie wyszło. Ja się wyjatkowo z Panem Prezydentem zgadzam. Wojsko mogło rozjechać strajki lubelskie czołgami i do strajków na Wybrzeżu zwyczajnie nie doszłoby. A jesliby nawet, to można było również zdusić go w zarodku.

Skoro strajk wybuchł, to widać tu jakąś myśl przewodnią. Jakieś kierownictwo. Dzieki strajkom od koryta odessano partię i ssak przełaczono na wojsko. A po udanych eksperymentach z firmami polonijnymi dołaczono do wojska dysydentów prowadzonych i luźnych sztrzelców bez wyobraźni i stworzono Bantustan nad Bantustany, czyli państwo prawa.

Tu proszę mi wybaczyć krótkie en passant, ale tyczyć będzie państwa prawa własnie. Otóż jednym ze znanych polskich pozytywistów prawniczych był niezyjący już prof. Wróblewski. I własnie ten profesor stworzył definicję prawodawcy. To był taki twór idealny i abstrakcyjny, który tworzył prawo zupełne, spójne i niesprzeczne. Twór quasi-boski. I kiedyś przywołany profesor egzaminował studentów uczących się w trybie wieczorowym. Poziom był średni, profesor siedział znudzony, aż nagle po ostanim z egzaminów wypadł na korytarz wzburzony i pobudzony, jak rzadko. „Co się stało, panie profesorze?” odważył się zapytać nisko stojący w feudalnej hierarchii asystent. „Wyobraż sobie pan” wyszeptał profesor „wchodzi taka nieduża, tęga, lat pięćdziesiąt. Ciężko jej idzie. Ze dwa razy chciałem z dwóją odesłać, ale mi się żal robiło. Norm sprzęzonych nie rozumie, panie, i nie zrozumie.” Ale na koniec tak się jeszcze pytam: A czym się panie zajmuje? Jestem szefową biura legislacyjnego sejmu PRL – odpowiada. To był on” profesor opadł pot z czoła „Prawodawca!”

Tu nastapi pointa dwóch watków na raz. Uwaga. Bo z jednej strony jesli przyznamy rację Prezydentowi Wałęsie i przypiszemy mu sprawstwo kierownicze obalenia komunizmu, a z drugiej strony nie możemy z powodów cywilizacyjnych powtórzyć za adamem Michnikiem: „Nawet jeśli to prawda, to to i tak nieprawda”, to kto, przepraszam obalił komunizm? Być może w centrali były jakieś wytyczne, ale tak „własnymi ręcami” to chyba jednak ten oficer prowadzący! I w ten sposób odnaleźliśmy herosa niczym prof. Wróblewski prawodacę. Postuluję film raz jeszcze obejrzeć, żebyśmy wiedzieli komu zawdzięczamy 18 już lat dobrobytu, niepodległosci i poszanowania prawa.

A skoro była mowa o spiskach, apokatastazie, szczęściu i duractwie. Jest jeden człowiek, który broń Boże, żeby spiskował, szczęście jednak ma. Mowa o byłym Prezydencie Putnie i jego najnowszej emanacji – obecnym Prezydencie Miedwiediewie. Tu kolejna dygresja. Otóż któryś z rosyjskich teologów historii, zwolennik azjatyzmu Lew Gumilow uznał Prezydenta Putina za awatara Piotra I. Coś jest na rzeczy. Mam wrażenie, że niezależnie od tego, czy na rosyjskim tronie zasiada Putin czy Miedwiediew, polityka pozostaje ta sama. A gdyby azjatyckie pomysły emanatystyczne nie przekonywały, to pozostaje jeszcze inna teoria. Otóż być może emanacji nie ma wcale, a za pierwszoplanowymi postaciami, tak jak w przypadku Lecha Wałęsy, stoi skromny, niepozorny starszy pan, którego jedno oko czarne niczym bezdenna studnia, a drugie wypolerowane, ze złotą iskierką w środku.

Niezależnie jednak od przyjęcia tej czy innej teorii teologiczno-politycznej przyznać nalezy, że wszelkie rosyjskie awatary czerpią z krynicy szczęścia całymi garściami. „Kura nie ptica, Polsza nie zagranica” mawiało się w Rosji oczekując od Najjaśniejszej pokory. Nie smiem podejrzewać, że na nadpobudliwość róznych generałów wpływy mają wschodnie emanacje, w każdym razie Polska zrobiła to, czego Rosja woli nie robić – wymierzyła Ameryce, w dniu jej święta siarczystego kopa w d…” Jak widać nowy, polski rząd, podobnie jak poprzedni nie waha się przyłozyć, zmienił jednak optykę i zamiast przykładać w rurę bałtycką i pomysły czczenia wypędzonych zwolenników Adolfa Hitlera (en masse), wali po pysku największe światowe mocarstwo, ku zadowoleniu niedawno gorszących się i ku szczęściu rosyjskich awatarów.

Wygląda na to, że nasz wschodni sąsiad – Ukraina – nie poradzi sobie z przygotowaniami do banalnej imprezy jaką jest piłka kopana i wbrew marzeniom Giedroycia pozostanie sezonowym państwem w cieniu wielkiej, dzięki cenom surowców, Rosji.

Dywersyfikacja gazowa też nie idzie po naszej myśli, a po myśli awatarów, a dzięki odważnej blokadzie polskich archiwów kompletny spis szuj wszelakich znajduje się już tylko w Moskwie, co nie koniecznie być może Rosjan cieszy, ale czy martwi?

I tak to od spisków doszliśmy do awatarów, przy czym przejście od jednego ku drugiemu niekoniecznie musi mieć logiczny związek. Ot, luźne ciągi skojarzeń w ramach dekonstrukcji, wszelako pamiętajmy, że oprócz związków przyczyno-skutkowych o charakterze oczywistym, istnieją również te nieoczywiste, magiczne i ulotne. A żyjemy przecież w czasach magicznych.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.