Rolex

10 Maj, 2009

GAZETOPEDZIEM DALEKO ZAJEDZIEM

Filed under: wolność — wychodźca @ 22:47 UTC
Tags: , , , ,

Chciałem, prawda, konstruktywnie, ale słabo wyszło. Konstruktywnie, prawda, chciałem znaleźć jakieś rozwiązanie w sprawie obchodów czerwcowych.

To, że jakieś obchody muszą być w czerwcu jest oczywiste, bo skoro są w maju i w sierpniu, we wrześniu i grudniu, to dlaczego czerwiec miałby być osamotniony? A biorąc pod uwagę, że duża część wyborców obchodzi wciąż 22 lipca (dawniej: E.Wedel), jest jasne, że czerwiec nie może zostać pomiędzy dwoma miesiącami błogosławionymi, jak kołek w płocie.

Więc w czerwcu być musi. Wszyscy się uparli, by obchodzić rocznicę wyborów i to jest, prawda, bardzo słuszna inicjatywa, bo przypomina społeczeństwu o ograniczeniach wolności, która nigdy nie powinna być warcholska, czyli stuprocentowa, ale najwyżej trzydziestopięcioprocentowa.

A dlaczego, zapytałby ktoś, wolność nie może być stuprocentowa?

Bo z wolnością w Polsce jest jak z wódką, odpowiem. Niby najlepsza (teoretycznie) byłaby stuprocentowa, albo choćby taka dziewięćdziesięcioprocentowa, a jednak doświadczenie wieków i mądrość ludu nakazuje wytwarzać trzydziestopięcioprocentową, góra czterdziestoprocentową. Powyżej tego, to już jest bimber, czyli wódka nielegalna. A wódka legalna, czyli, powiedzmy, właśnie trzydziestopiecioprocentowa, jest zalecana przez władze i dopuszczana do obrotu wraz z akcyzą.

To wszystko dlatego, by się człowiek nie upił, znaczy się dla jego dobra.

Inaczej znowy będą wołać, że Karczmarze upijają chłopów!

Takoż z wolnością! Dzień czerwcowy powinien być dniem wolności odpowiedzialnej (czytaj: ograniczonej).

Drugim powodem czczenia dni czerwcowych są narodziny wolności w postaci papierowej, czyli w postaci Gazety Wyborczej. Wolność w wydaniu papierowym ma swoje niezaprzeczalne zalety. Po pierwsze jest napisane, że jest wolnośc, po drugie jest wytłumaczone, że jest, po trzecie można sobie na lato taką wolnością wypchać buty zimowe, żeby się nie paczyły*, a w tak zwanych stosunkach agrarnych można sobie taką wolność zabrać w pole i się nią podetrzeć.

Jest to więc wolność mająca swoje walory użytkowe i słusznie, bo inaczej byłaby tylko dla idealistów (a ma być dla ludu).

Wolność w czerwcu jest jeszcze bardzo medialna, bo to w czerwcu telewizor ustami pani Szczepkowskiej ogłosił, że skończył się komunizm. Pani Szczepkowska wyglądała na zupełnie trzeźwą, i wyglądała ładnie w chwili, kiedy to ogłaszała (podobnie jak dziś), więc widać sama skorzystała z jeszcze mniejszej dawki wolności niż pozostali rodacy, to znaczy z wolnosci w mniejszym stężeniu.

W związku z rozważaniami o wolności medialnej warto zauważyć jeszcze jedną cechę odpowiedzialnej wolności, to jest jej wyreżyserowanie. Żeby coś wygłosić z mocą sprawczą z ekranu, trzeba najpierw napisać scenariusz, bo bez scenariusza byłaby ruja i poróbstwo. I to jest słuszne, dlatego w czerwcu będziemy obchodzili wolność reżyserowaną obok odpowiedzialnej, to jest ograniczonej do trzydziestu pięciu procent.

Skoro wolność powinna być ograniczana do trzydziestu pięciu procent, to znaczy że ona powinna być oszczędna. A jesli oszczędna to powinna być celebrowana w jednym miejscu. Biorąc pod uwagę, że punkty reglamentacji wolności czerwcowej (lokale wyborcze) były porozrzucane po całym PRL-u pozostają dwa godne miejsca: Czerska i Woronicza.

Ja głosowałbym (korzystając z mojego limitu wolności) jednak na Czerską, tym bardziej, że gdzie jak nie tam można znaleźć przykłady właściwego korzystania z wolności? (z tym Woronicza to już wcale nie takie pewne, skoro tam jest Wildstein i faszyści).

Pierwszy krok uczyniono i powstało własnie mauzoleum, w którym przechowuje się relikwie pierwszych rolek wolności użytkowej w postaci zwojów cudownych, a prawdziwych.

Mauzoleum nazwano Gazetopedią i fajnie to brzmi. Już wkrótce zlecą się gazetopedzie by zaspokajać gazetopedią swoją gazetofilię on-line.

Ja też zajrzałem, by zaspokoić.

I aż się wzruszyłem, kiedy zobaczyłem to: http://www.gazetopedia.pl/edition/cover/id/906

Łza popłyneła mi rzewna po poliku. To były czasy! I też w czerwcu! Wtedy nie było żadnych podłych IPN-ów, gdzie gnieżdżą się pętaki i gnoje, i ciężko ich wykurzyć. Wtedy pętaki i gnoje wykurzane były łatwo i przy aplauzie.

Ten wiersz o nienawiści, perełka! Wart Nobla, oj wart! Za artystyczna niezależność. I te słowa grubo ciosane, z mocą stalowni, huty, zjednoczonego przywództwa; z siłą idei i elektryfikacji… Przepraszam, rozpasałem się pod wpływem.

Albo komentarz Piotra Pacewicza – mniam:

„Lustracja miała zniszczyć politycznych przeciwników i tu przykład Leszka Moczulskiego jest szczególnie ewidentny”

No jasne, że szczególnie ewidentny!

Ale zostawmy innym gazetopedziom rozkosze upajania się wolnością, choć zauważę na koniec, że upajać się należy w skupieniu i ciszy. Jeśli zerkniecie państwo na lewy, dolny róg zalinkowanej strony Gazetopedii dostrzeżecie dlaczego. Leniwym powiem, że jak w kazdym mauzoleum, również i w tym zainstalowano ikony (zniżam głos do szeptu).

Tuż pod cytatem z samej krynicy prawdy w postaci pierwszej strony Świętej Księgi zawieszono ikonki innych ważnych, choc nie aż tak swiętych druków.

Pierwsza jest trójgłowa i składa się z Biblii, Tory (sic!) i Koranu**. Wszystkie te stare i przebrzmiałe ludzkości bajania, które koślawo, ale jednak, doprowadziły nas do narodzin ostatecznej emanacji.

Tuż pod nimi „Dzieła Wybrane” Adama Michnika. Bez sensu, pownny być nad! (skromniutki!)

A tuż pod „Dziełami” magiczny świat opery! Znaczy się, kultura wysoka!

Czy współczesny inteligent potrzebuje czegoś więcej? Taki trzydziestopięcioprocentowy, odpowiedzialny inteligent?

Przeczyta „Dzieła Wybrane”, zarzuci „Czarodziejski Flet”, a potem już tylko: „Śmiej się, pajacu!”

Pozdrawiam

* Znajmomy intelektualista powiedział, że buty się nie paczą, bo nie mają oczów. No niby tak.

** A dlaczego nie Szulchan Aruch lub wyjatki z Kabały?

4 Wrzesień, 2008

DYPLOMACJA DOMOROSŁA I TA BEZDOMNA

Pan dr Wielomski skarży się w swoim kolejnym już tekście (http://adamwielomski.salon24.pl/91660,index.html) na „wrzucanie” go do wora z narodowym zaprzaństwem zmieszanym z brzęczącymi rublami, nie unikając jednocześnie innej generalizacji poprzez okreslenie wszystkich, którzy nie podziwiają jego rad geopolitycznych do grona „domorosłych dyplomatów”, co ma być synonimem słów „niekompetentny” bądź „niefachowy”.

Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że o ile kształcony w domu lekarz mógłby być zagrożeniem dla swoich pacjentów, o tyle wyrosły w domu dyplomata niekoniecznie musi kojarzyć się źle, bo dyplomację prowadzi się wszak w interesie domu swojego wobec domów obcych.

I muszę w tym miejscu dr Wielomskiego zapewnić, że zaliczam go również do grona „dyplomatów domorosłych” nie zarzucając służby domom obcym, a jedynie błędne (bo ahistoryczne) analizy prowadzące do równie błędnych wniosków.

Pan Doktor postuluje oparcie się w polityce zagranicznej na związku z Rosją, co – jego zdaniem – miałoby mieć zbawienny skutek w postaci spokojnego czerpania z rosyjskich zasobów surowcowych, bez zagrożenia wasalizacją w polityce wewnętrznej, przy jednoczesnej zapłacie ceny za ten sojusz, jaką miałaby być rezygnacja z prowadzenia własnej polityki zagranicznej.

Tu dwie wątpliwości. Po pierwsze, czy posiadanie i prowadzenie własnej polityki zagranicznej nie jest czasami jednym z koniecznych warunków niepodległości? I czy, a contrario, jej nieposiadanie nie jest z kolei jeną z cech „wasalizacji”?

W innym akapicie piszę Pan Wielomski o tym, że nasza niepodległość i tak jest pozorna, bo od lat nie realizujemy jakiejś tam polityki własnej, ale obcą. Berlina i Waszyngtonu wskazuje, sugerując, że „sojusz” ze współczesną Rosją nie byłby rezygnacją z niepodległosci, ale zmianą suwerena na bardziej przyjaznego srodowisku. Takie „ludzkie panisko”, w zamian za „bezdusznego biurokratę” czy „krwawego burżuja – kapitalistę”.

Zgadzam się z p.Wielomskim w jednym: rzeczywiście w ciągu ostatnich dziewiętnastu już lat „niepodległości”, licząc umownie od nieprzekonującej czerwcowej daty, mało było tej „niepodległości” realnej i to niezależnie od politycznych koterii, które mieniły się być reprezentantem ludu.

A było tak dlatego, że jakkolwiek po latach komunizmu ludu w Polsce było w dostatku, a nawet w nadmiarze, panów (i pań) zabrakło. Pan (lub pani) to ktoś, kto tworzy klasę przywódczą w interesie wspomnianego już ludu, ale i własnym, bo wie, że w przypadku obcoplemiennego suwerena zostanie zdegradowany społecznie, o ile nie rozstrzelany i zasypany w dole z wapnem.

A dlaczegóż zabrakło w Polsce Pań i Panów? Ano dlatego, że historia, która Paniom i Panom Polakom spędzała sen z powiek wydarzyła się już wcześniej pochłaniając ich wraz z ich lękami na zawsze.

Natura nie znosi próżni, więc w braku klas przywódczych własnych, polskim ludem dowodzić zaczęli najemnicy Pań i Panów obcych. A że Polska jest krajem położonym i ślicznie i strategicznie, stąd chętnych nie brakowało, a i aspirantów na najemników zdawało się być w nadmiarze.

Wołanie Pana Wielomskiego o sojusz z Rosją jest głośne, ale wcale nie oryginalne, jakby się mogło wydawać. Jeszcze w początkach lat dziewięćdziesiątych bowiem nie było wiadomo, czy Rosja Sowiecka chyli, czy nie chyli się ku upadkowi, i czy wychodzenie z Układu Warszawskiego, wpisywanie się do NATO i UE sens ma, czy też go nie ma.

Zwolennicy pozostania w sojuszu z Rosją podnosili różne argumenty, by z wychodzeniem z jednego, a wchodzeniem do drugiego się nie spieszyć. Argumenty przybierały postać „NATO-bis”, „partnerstwa prywatno-kagiebowskiego” w pozostałościach po sowieckich bazach wojskowych, badź grożby odrodzenia się słynnego polskiego, ludowego szowinizmu i antysemityzmu w sytuacji braku silnej, obcej ręki stawiającej tamę.

Kandydaci na zarządców majatkiem upadłościowym po PRL-u mieli jednakże problem, bo jakby się do drzwi rosyjskich nie dobijali, nie znajdowali zrozumienia u naszych braci Słowian, co więcej: Rosja ówczesna zdawała się mieć nas głeboko i w poważaniu uznając, że ma istotniejsze problemy do rozwiąznia. Bo i miała.

Ale wygląda na to, że je rozwiązała w postaci odzyskania aparatu polityczno-administracyjego dla fachowców z sowieckich służb specjalnych.

Nadszedł więc czas, by przychylniej przyglądnąć się postulatom „przyjaciół” i sierot po imperium, pozostawianych od Paryża, przez Rzym i Berlin, po Warszawę.

Jeśli więc pan Wielomski o sojusz z Rosją woła, to wcale nie woła na puszczy, choć, zakładam, błednie przypuszcza, że jest odosobniony w swoim wołaniu.

Błąd p.Wielomskiego bierze się z faktu, że reprezentuje polski nurt romantyczno-monarchistyczny bez odpowiedniego (proszę wybaczyć) doświadczenia w panowaniu (bo i skąd?). I dlatego pogląd p.Wielomskiego grzeszy (jeszcze raz pokornie proszę o wybaczenie) „panawielomskicentryzmem”.

„Rosja” myśli pan Wielomski i widzi Aleksandra wraz z Mikołajem. „Rosja” myślę i widzę taczanki, walonki, bimber i słoninę. „Polska” mysli pan Wielomski i widzi Batorych wraz Sobieskimi (Wielopolskich w najgorszym razie). „Polsza” myslą Rosjanie i widzą kandydatów na Bierutów nieprzebrane mrowie. Proszę się uprzejmie przyjrzeć „fizjognomiom”* władców królestw Abchazji i Osetii Południowej

Każdy ma swoje mityczne królestwa, do których się przyzwyczaił. I historyczne idee polityczne, które lubi. Można się zastanawiać, czy sojusz z Katarzyną byłby lepszy niż rozbiory. Nie ma wątpliwości, że myślenie o sojuszu z Rosją Sowiecką było bezsensowne, a chocby i z tego powodu, że władcy Rosji Sowieckiej nigdy nie widzieli nas w roli sojusznika.

Pisze Pan Wielomski o tym, że od czasów sowieckich minęła epoka. Może i minęła. Ale od carskich jeszcze większa. I jeśli z urzędnikami carskimi można by jeszcze podjąć dyskusję o sojuszu, w zamian za nasze wewnetrzne „fide, rege et lege”, i mając nadzieję, że nieponasyłają znowu Nowosilcowów, o tyle z obeną ekipą na Kremlu chyba się nie uda.

Bo wiara w co? Korona czy uszanka? I jakie prawo?

Pozdrawiam

*Copyrights: Stanisław Ignacy Witkiewicz

P.S.

Co wart sojusz z USA – przypatrujmy się Gruzji.

Ile warta przyjaźń z Rosją – popatrzmy na Serbię

Następna strona »

Blog na WordPress.com.