Rolex

23 Maj, 2008

O BUDOWANIU NA MITACH ALBO DLACZEGO ZAWALIŁO SIĘ

Filed under: salon24 — Rolex @ 15:08 UTC
Tags: , , , , ,

Zacznę od sprostowania. Postać fikcyjna, narrator poprzedniego wpisu – Docent Życzliwy, opisując historyczne dokonania tzw. komisji Michnika użył zwrotu: „tak zwana komisja Michnika, która – zgodnie z oczekiwaniami – nie znalazła w archiwach tajnej policji żadnego agenta, pomijając kler, faszystów i antysemitów, którzy z natury są donosicielami, bo każdy pijak to złodziej.”

Prawda historyczna jest taka, że komisja Michnika całą nabytą wiedzę zatrzymała dla siebie wraz z dokumentami, które ze sobą zabrała i nic nie wiadomo, aby dzieliła się tą wiedzą z innymi działaczami demokratycznej opozycji. Sens zdania sprowadza się do tego, że „nie znalazła w archiwach tajnej policji żadnego agenta. Znalazła natomiast zapewne (studiując archiwa) tropy antysemitów, faszystów i klerykałów. Dlatego środowisko Gazety Wyborczej zawsze wysmiewało ideę lustracji (nie widząc zagrożenia demokracji ze strony byłych agentów i ich zwierzchników), a zawzięcie i konsekwentnie antysemitów, faszystów i klerykałów (widząc olbrzymie zagrożenie dla naszej młodej demokracji ze strony tych środowisk).

Gdyby przyjąć, że walka i zagrożenie ze strony Faszystowsko Antysemickich Klerykalnych Szumowin (FAKS – dzięki Ethidium Bromide, http://rolex.salon24.pl/75717,index.html#comment_1111608) nie była poparta wiedzą, a była jedynie urojeniem środowiska lewicowej inteligencji, trzeba by uznać formację Czerskiej* za bandę wariatów, realizujących urojone cele na podstawie wymyślonej ad hoc wizji świata i historii.

Mam nadzieję, że wyjaśnienie (w zasadzie: sprostowanie) zadowoli krytyków.

Jeden z nich – Chevalier des Arts w swojej polemice z moim podwójnie anonimowym paszkwilem (http://rolex.salon24.pl/75717,index.html#comment_1111823), biorąc moją skromną osobę po raz kolejny bardzo poważnie, za co jestem szczerze zobowiązany, wysunął tezę, że interesujące nas środowisko było zawsze głeboko pryncypialne w swoim stosunku do rozliczeń z przeszłością, a jego postawę cechowała konsekwencja. Po przemyśleniu zgadzam się, zauważając jedynie (i to spostrzeżenie stało się niejako podstawą głównej, choć nie wyrażonej wprost przez Docenta Zyczliwego tezy), że reakcje na sprawy lustracyjne prezentowały pewien wachlarz zachowań publicystycznych, od wściekłości (haniebne, podłe, oszczercze) po wstrzemięźliwość w przypadkach np. ludzi Kościoła. Zresztą, nie odkryję prochu jeżeli na piszę, że środowiska lewicy laickiej postrzegają w instytucjonalnym Kościele oczywistego konkurenta, a nie sprzymierzeńca w walce o rząd dusz, więc zdziwienie innym rozłożeniem akcentów erystycznych byłoby naiwnością.

Pomijając powyższą uwagę zgadzam się z tezą, że środowsko lewicy laickiej, rzeczywiście prezentowało pewien spójny światopogląd.

Ale jaki?

Bo nie pamietam, żebym spotkał się z jednoznacznym dokumentem ideowym (pomijam dokumenty z lat ’60,’70 i ’80), powstałym w czasach demokracji. Można tutaj mówić jedynie o pewnego rodzaju spójności zachowań i postaw.

I na podstawie oceny prezentowanych przy okazji politycznych wydarzeń stanowisk można spróbować dokopać się wizji świata widzianego z Czerskiej, a mój główny zrzut wobec tego środowiska będzie polegał na tym, że jest to wizja fałszywa, a jej realizacja szkodliwa, bo przyniosła Polsce straty. Duże i boję się, że trudne do naprawienia.

Nie ulega wątpliwości, że za wszelimi politycznymi działaniami czołowych lewicowców laickich stała: pewna ocena stanu społeczeństwa i pewna wizja modernizacyjna. Według inteligencji laickiej pięćdziesiąt lat totalitaryzmu wytworzyło w Polsce homo sovieticusa. Droga do nowoczesności miała biec poprzez przezwyciężeniu w Polaku sovieticusa i przekształceniu go w Europejczyka. Składową człowieka ery komunizmu nie był wcale, jak mogłoby się wydawać internacjonalistyczny nihilizm, ale coś zupełnie innego. Intelektualiści lewicowi uznali, że w Polsce dokonał się (po Październiku ’56) zwrot i zlanie się w jedną tradycję siermięznego, chłopskiego, nacjonalistycznego komunizmu, reprezentowanego przez Gomułkę i Moczarowców, z równie siermiężnym, chłopskim i zaściankowym katolicyzmem kardynała Wyszyńskiego.

Wszystko to, zapakowane do jednego wora zostało przeciwstawione wizji „Nowego Adama” odnosząc się do terminologii gnostyków, których ten własciwy Adam późnym wnukiem.

O ile wizjonerzy nie mogli narzekać na brak rewolucyjnej wizji, o tyle brakowało im jednego: państwa i kadrowo sprawdzonego aparatu. Dlatego (racjonalnie) podjęli działania znierzające do wykluczenia z rozmów z bezpieką ludzi opozycji wyodzących się z innych nurtów (negocjacje J.Kuronia) i doprowadzili do umowy w Magdalence, znaną medialnie pod nazwą Umowy Okragłego Stołu.

Co mieli do zaoferowania? Grubą kreskę. Grubą kreskę, która nie oznaczała jedynie aktu amnezji w stosunku do komunistycznych bandytów. Gruba kreska była nowym, gnostyckim początkiem, od którego historię miano napisać na nowo. Odkreślając przeszłość, odkreślano nie tylko komunistyczne zbrodnie, ale równocześnie wszelkie, wywodzące się z II Rzeczpospolitej niedobitki nurtów politycznych emigracyjnych i krajowych, które większości lewicowych dysydentów były obce, a części rodzinnych życiorysów wprost wrogie.

Zresztą, z rozliczeniami z przeszłością, z dekomunizacja mieli lewicowi dysydenci jeszcze jeden kłopot. Sami wywodzili się bowiem z jednej z rewolucyjnych frakcji, tej która została ostatecznie odsunięta od władzy w roku 1968. Wielu z nich posiadało w życiorych fakt długoletniej służby w partii komunistycznej i jej młodzieżowych jaczejkach. Rozliczanie było o tyle kłopotliwe, że dla społeczeństwa kryteria dekomunizacji (moczarowcy – tak, Wolińskie – nie) mogłyby nie być czytelne.

Nowe społeczeństwo miało zostać zbudowane na micie. Na micie oporu klasy robotniczej wobec systemu, który się wypaczył (Socjalizm – tak, wypaczenia – nie), i na micie Marca ’68, od której to daty miała zaczynać się historia politycznej opozycji w PRL-u.

Stąd brały się róznorodne koncepcje pomocnicze, w rodzaju postulatu zachowania dwubiegunowości władzy: OKP-PZPR (z satelitami), koncepcja „demokracji sterowanej” reprezentowana przez Jacka Kuronia, ale przede wszystkim olbrzymia, nastawiona na potrzeby wewnetrzne i zagraniczne akcja deprecjonowania wszystkich tych nurtów politycznych, które nie miesciły się w ramach wyśnionej drogi modernizacji.

Jaki efekt?

Kiepski. Z lewicowymi intelektualistami jest tak, że oni niezmiennie od dwustu z hakiem lat wierzą, że dzieki pracy intelektualnej popartej rewolucyjnym zrywem da się nadać ludzkości jakiś nowy, lepszy kształt, a ponieważ takie próby są oczywiście skazane na porażkę, a to z powodu fałszywości założeń, kończy się zawsze tym samym. Przychodzi mrożkowy Edek (trzeźwy pragmatyk bez ideologicznych ambicji) i nakłada po mordzie.

I tym razem Edek nie zawiódł i pozostawiając lewicowym intelektualistom ich misje (zapewne śmiejąc się w kułak) zabrał się do tego co umiał najlepeij: do grabienia zagrabionego.

Kompromis zawarty z PRL-owskim aparatem bezpieczeństwa pozwolił temuż aparatowi na skuteczną i niemalże totalną patologizację życia społecznego w Polsce lat ’90-tych. Zachowanie tajności archiwów bezpieki pozwoliło aparatowi na dysponowanie rzeszą ludzi uwikłanych we współpracę, podatnych na szantaż i naciski. Na tej drodze powstały patologie w postaci mafii pospolitych złożonych z funkcjonariuszy bezpieki cywilnej i wojskowej niższego szczebla, oraz mafię gospodarczo-urzędnicze tworzone od kapitana wzwyż (strzelam, ale w salonie na pewno są dobrze zorientowani, proszę o pomoc w rozgraniczeniu rang ).

Problem tylko taki, że aparat (Edek) nadaje się do obcinania palców, ale nie do modernizacji, którą – za Józefem Oleksym – ma w d… Razem z Polską. Jest też watpliwość, czy aparat ma wystarczające podstawy, żeby dokonać pierwotnej akumulacji kapitału (tym razem za Marksem, żeby pozostać przy klasykach), jak mafia włoska w USA, a to z tego powodu, że mafię włoską tworzyli nawykli do cięzkiej pracy sycylijscy wieśniacy, a pospeerelowską produkty gabinetów lat ’70, czyli typ drobnego kanciarza z horyzontami na poziomie hurtowni papieru toaletowego wybudowanej na gruntach przydzielonych przez urzędnika – byłego agenta – po niskich kosztach za drobną opłatą, plus wóda i dziwki.

A „Nowy Adam”? Ano nie ma. Jest to co musiało być: dość tradycjonalistyczne, przeciętne społeczeństwo europejskie, chcące obchodzić swoje rocznice powstań i widzieć biało-czerwonych wygrywających w piłkę kopaną, na dodatek obchodzące Pierwszą Komunię dziecka, tak jak 50 i 100 lat temu.

Czyli – z „Nowym Adamem” klapa!

Na dodatek, to przeciętne społeczeństwo, na swojej drodze do modernizacji, napotkało sztywny gorset biurokratyczno-prawny stworzony przez przeniesiony z epoki komunizmu aparat. To jak branie udziału w zawodach z jedną nogą w wiadrze z betonem.

Nie jest jednak prawdą, że modernizacja nie dokonywała się. Dokonywała się – oddolnie. Polacy wykzywali się nibywałą inicjatywą dzielnie budując zręby pomyślności własnej w warunkach, w których przeciętny Anglik czy Francuz dawno by „wymiekł”. Nie zapominając przy tym o rowerze przy okazji wspomnianej już Pierwszej Komunii i odwiedzaniu miejsc, w których pojawiał się Jan Paweł II.

Niektóre ruchy modernizacyjne aparat wykonywał sam, po naciskiem celu, jakim była Unia Europejska, a jego przejawem było czyszczenie szeregów, czyli pozbycie się kryminalistów niższych szczebli w serii niewyjaśnionych zabójstw i samobójstw w więzieniach. A propos: Czy ktoś pamieta jeszcze błyskawicznie awansującego komendanta Superczyńskiego, który rozpoznał w Mieczysławie Wachowskim siebie samego na kursie w Świdrze? A jego zagadkową i nagłą śmierć?

Myślę, że gdyby skupić się wyłącznie na polityce wewnętrznej można by śmiało stawiać tezę, że rządy mafii zakończyłyby się w Polsce w sposób naturalny, w związku z wymianą pokoleniową i czymś, co nazywam za Voegelinem ciśnieniem cywilizacyjnej tradycji.

Tyle, że dzięki demiurgom laickim i ich aliansom starcilismy kupę lat, a świat nie stoi w miejscu. Po raz pierwszy od XVIII wieku mieliśmy szczęście graniczyć na Wschodzie z jelcynowską Rosją w stanie całkowitego rozkładu, nie działających władz centralnych, niedowładu aparatu. Dzisiaj to już jest Rosja Putina, już za kilka lat nasz jedyny distawca podstawowych surowców energetycznych (bo w dywersyfikację chyba już nikt nie wierzy). A ropa już dzisiaj po $140.

Podsumowując z konieczności już w tym miejscu, ze względu na przymus zwięzłości, elegię o przygodach idealistów z Czerskiej zakończyłbym tak:

Wasza ideologiczna porażka nie dziwi. Powinna być może cieszyć, ale nie cieszy, bo wraz z nią stracilismy jako społeczność – aby nie na długo – szansę na normalność. A szansa na normalność należy nam się choćby za te wszystkie postawy z przeszłości, które chcieliście zamknąć w narodowym skansenie z napisem „w likwidacji”.

Czyli – i tak się nie dogadamy.

Pozdrawiam

* szczerze mówiąc nie wiem, jak okreslić zwięźle to środowisko, dlatego zamiennie stosuję: lewica laicka, Czerska, etc…

Reklamy

1 komentarz »

  1. […] taps’ co wyklucza możliwość bezpośredniego połączenia z maszyną.” W temacie: https://rolex24.wordpress.com/?p=168/trackback/ konserwatywne RSS […]

    Pingback - autor: Impas duszą brydża przy okrągłym stoliczku « Wychodźstwo — 23 Maj, 2008 @ 17:40 UTC | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: